„Jest taki miły”. Każdy facet, który to o sobie usłyszał, wie, jak to się skończyło. Skończyło się tak, że teraz „miły” pomaga jej z przeprowadzką, podczas gdy ona pisze z kimś innym.
Problem nie jest w byciu dobrym. Problem jest w tym, że nigdy nikt Ci nie powiedział, że miły i dobry to dwie różne rzeczy. Często wręcz przeciwne.
Definicje, do których powinieneś wrócić
Miły to taki, który nie powie nie. Który zgodzi się na film, którego nie chce oglądać. Który przesunie spotkanie, bo „jej coś wypadło” trzeci raz z rzędu. „Miły” to po prostu strategia unikania konfliktu.
Dobry to taki, który powie nie i wytłumaczy dlaczego. Który przy trzecim przesunięciu powie: „okej, dajmy sobie spokój, daj znać gdy będziesz miała czas”. „Dobry” to obecność z kręgosłupem.
„Miły” jest dla niej wygodny. „Dobry” jest dla niej interesujący. Wybierz.
Czemu „miły” przegrywa
Bo „miły” nie ma wagi. Cokolwiek powie, można obejść. Cokolwiek zaproponuje, można renegocjować. Jest jak kelner: zawsze dyspozycyjny, więc nigdy interesujący.
To nie znaczy, że masz być wkurwiony, agresywny albo „alfa”. To znaczy, że Twoje „tak” ma coś znaczyć. A żeby Twoje „tak” coś znaczyło — Twoje „nie” musi być prawdziwe.
Trzy testy „dobrego”
- Czy umiesz powiedzieć „nie podoba mi się to”? Bez owijania.
- Czy umiesz nie odpisać przez 4 godziny, bo akurat masz robotę? Nie strategicznie. Naprawdę.
- Czy umiesz nie pójść na coś, na co Cię zaprosiła, jeśli nie masz ochoty? „Nie idę, nie mam ochoty”. Kropka.
Stawka
„Miły” facet zostaje sam, ale przynajmniej z czystym sumieniem — „dałem z siebie wszystko”. To kłamstwo. Dałeś zgodę na wszystko. To dwie różne rzeczy.
„Dobry” facet czasem nie dostaje drugiej randki, bo ona „chciała kogoś bardziej spokojnego”. Świetnie. To dla niej tym lepiej, że dowiedziała się na pierwszej, a nie po roku.
To jest cały sens.